Zapraszam
Tradycyjnie jestem wdzięczna za wszelkie uwagi i opinie.
Mam nadzieje,że miniaturka przypadnie wam do gustu.
_____________________________________________________________________
Pod płaczącą wierzbą na rozległych
błoniach Hogwartu, siedział szesnastoletni chłopak czytający biografie słynnego
bramkarza Armat z Chudley i wcinając fasolki wszystkich smaków Berty'ego Botta.
Wiatr rozwiewał jego przydługie rude włosy, utrudniając przy tym
widoczność. Zrezygnowany oparł głowę o pień drzewa i zaczął zastanawiać się,
jak Hermionie udają się coś przeczytać z tymi okropnymi włosami, których nijak
nie da się opanować. Niestety w żaden sposób nie mógł się tego od niej
dowiedzieć, gdyż domniemana dziewczyna, boczyła się na niego bez konkretnego
powodu. Chociaż to on powinien się obrazić, w końcu nie powiedziała mu, że
pomiędzy nią, a Harrym jest chemia. Ronald jako wzorowy kompan, ani przez
chwilę nie krył się ze swoim romansem z Brown. Pomijając fakt, że ma już dość
swojej namolnej dziewczyny był naprawdę zadowolony ze swojego związku. Wesley z
zadowoleniem zauważył, że odkąd jest w drużynie Quiddicha, to jego powodzenie
wśród dziewczyn znacznie się powiększyło. Tak właściwie to dopiero się
pojawiło. Od niedawna nawet dostawał liściki, z wyznaniami miłosnymi, od
tajemniczej wielbicielki.
Najmłodszy syn państwa Weasley zauważył drużynę Ravenclavu trenującą na
mecz, czekający ich za dwa dni. Piegowaty podrostek z zainteresowaniem
obserwował niebieskie płaszcze na miotłach. Bez wątpienia jeden z pałkarzy ma
zeza i nie potrafi porządnie odbić tłuczka, a ich strategia jest zerżnięta od
Harpii. Gdyby on był kapitanem krukonów...
Gdy złapano znicza w widowiskowy sposób zwisając z miotły (on naprawdę
nie potrafi trzymać tej pałki!) rudzielec podniósł swoje lekko płaskie cztery
litery spod płaczącej wierzby i pakując swoje rzeczy ruszył w stronę zamku.
Na hogwarckich schodach panował
większy niż zwykle tłok. Nie było momentu by ktoś się o kogoś nie obijał i nie
ocierał. Oczywiście uczniowie Slytherinu i Gryffindoru starali się tego nie
robić, gdyż błyskawicznie pojawiłyby się z palca wyssane plotki. Ron dzięki
swojemu sporemu wzrostowi, wepchał się w tłum rozpychając się łokciami.
Na swoje nieszczęście pomylił piętra i zanim się zorientował, schody
odjechały. Zrezygnowany z rękami w kieszeniach, podążył przed siebie nucąc
popularny kawałek Rozdartych Goblinów. Był tak pogrążony w zadumie, że nie
zauważył wpadającej na niego azjatki. Jednak szybko się zreflektował i złapał
dziewczynę zanim ta wylądowała na zimnej posadzce.
Ich twarze
były blisko siebie i oboje swobodnie mogli zajrzeć sobie w oczy. Jej duże
czarne oczy wpatrywały się w brązowe gryfona z wdzięcznością, zaciekawieniem i
oczekiwaniem. Szkolny mistrz czarodziejskich szachów powolnym ruchem pochylił
się i delikatnie musnął brzoskwiniowe usta. Cho nieśmiało powtórzyła gest i
pozwoliła językowi Rona wejść do jej wnętrza. Gdy już się od siebie oderwali, a
Chang spłonęła rumieńcem, szóstoklasista wiedział, że w tym momencie powinien
powiedzieć jakiś komplement. Niestety w tej chwili jego mózg nie miał ochoty
współpracować i nastolatek wyszeptał do ucha krukonki:

Komplement super! ;)
OdpowiedzUsuńHahaha. Nie mogłaś tego lepiej zakończyć :D. Pewnie Ron oberwie, ale chyba warto było poświęcić się dla tych kilku chwil ;)
OdpowiedzUsuńhttp://nocturne.blog.pl/
Hahahahah, miniaturka zakończona rewelacyjnie. No chyba lepiej nie mogłaś, naprawdę :D Łatwy, bardzo łatwy styl pisania.
OdpowiedzUsuńwe-are-oneness.blogspot.com
Haha idealne. XD
OdpowiedzUsuń