Nie mam pojęcia jak coś takiego napisałam. Sądzę, że mi wyszło. Za konstruktywną krytykę jestem wdzięczna. Ciągle się uczę i to na serio pomaga. Miniaturkę dedykuje wszystkim, którym się to podoba.
________________________________________________________________________________
Stuk.
Stuk. Stuk. Codziennie równo o 6 rano. Nie podobało mu się to, ale nie
miał wyjścia. Musiał wstać z łóżka. Nie posiadał władzy nad nimi, by móc
decydować o której godzinie otworzy oczy i zacznie swój dzień. Czasami
zastanawiało go czy robili to specjalnie. Wyrywali ludzi ze snów by
pokazać, że ich miejsce jest tu. W tej szarej rzeczywistości, bez
większej nadziei, że prędko uda im się stąd wydostać. Wolność...To
takie piękne słowo. Gdyby był władcą decydowałby o wszystkim. Teraz
jednak musiał się dostosować. Wkładając buty już słyszał
zniecierpliwioną panią Martell, wołającą na poranną toaletę. Dzień jak
co dzień.
Lubił,
kiedy wychodzili na dwór. Ludzka masa wypływała z budynku, prześcigując się w stronę huśtawek i reszty żelastwa. On za to spokojnym
krokiem podążał w stronę krzaków. Często czekali tam na niego jedyni
przyjaciele, jakich posiadał. W pewnym sensie rozumieli go i nie
zadawali bezsensownych pytań. Jak się czujesz, Tom? Dlaczego jesteś
taki zamknięty w sobie, Tom? Dlaczego jesteś tak nie dobry dla
rówieśników, Tom? Oni po prostu byli. Czekali na niego jak słudzy i
wykonywali jego polecenia, gdy czegoś zapragnął. Tak jak łez strachu, na
policzkach rozdartej brzydkiej ropuchy, Suzan Twist.
Wieczorem
chodził do biblioteki. To była okropna biblioteka. Szerzył się w niej
zapach stęchlizny, a książki były zazwyczaj zniszczone i niezbyt
ciekawe. No poza niektórymi tytułami, ale zdecydowanie nie zaspokajały
całkowitego pragnienia wiedzy. Jego ulubione historie, opowiadały o
kimś walczącym ze złem. Też chciał walczyć, ale nie dostrzegał linii
pomiędzy stronami. To on decydował co jest dobre.
"Kochani"
wychowawcy, dbali o swoich podopiecznych. Co roku odbywał się obóz
finansowany przez zarząd miasta. Obóz nad jeziorem. Czarnowłosy mógł
wtedy dostąpić dawkowanego przez sierociniec kawałka wolności. Mógł
chodzić po lesie i nie tylko węże go słuchały. Na klifie stając przy
krawędzi czuł się jak Lord. Lord w chwili chwały, nieświadomy, że za
chwilę król rozkażę katowi ściąć mu głowę. Przez głowę Toma przeszło, że
król nie dowiedziałby się o jego samowolnych spacerach, gdyby nie
donos. Tak oto rozpoczął swe śledztwo. Dzięki dobremu planowi i
sprytnemu myśleniu, udało mu się dojść do tego kto zdradził. Następnej
nocy, zaprosił go na spacer, do niedawno odkrytej groty. Jego strach był
czymś pięknym dla oczu. Tom wiedział, że ten widok potrafił uzależnić.
Życie
jest niesprawiedliwe. Świat jest niesprawiedliwy. Wiedział, że jest
kimś lepszym od reszty. Chciał być traktowany lepiej, jednak inni nie
spełnili jego oczekiwań. Inne dzieciaki dostawały przedmioty od dalekiej
rodziny, która "nie miała możliwości" zajęcia się nimi. Tom nigdy
niczego nie dostawał. Wiedział, że jego matka nie żyje. Umarła przy
porodzie i zostawiła go tu. Miała w nosie jak on teraz będzie żył. Może
rodzina nie wiedziała gdzie jest i go szukała? Stale w jego młodym sercu
czaiła się nadzieja. Pragnienie posiadania jest silne. Tak silne, że
zdołało go pokonać. W sumie nie opierał mu się jakoś szczególnie. Gdy
udało mu się zdobyć trofea, wewnątrz czuł dumę. Zdobył, nie ukradł, nie
był przecież złodziejem, tylko zdobywcą robiącym rzeczy dla większego
dobra. Jego dobra.
Był
koniec sierpnia. Nie miał ochoty w taki skwar wychodzić na zewnątrz,
więc zadowolił się spędzaniem czasu na czytaniu kryminału i podśmiewania
się z błędów seryjnego mordercy, które sprawiają, że staje się coraz
bardziej uchwytny dla policji. W czasie zatapiania noża przez mordercę
pomiędzy piersi ofiary, Tom usłyszał pukanie. Nie było to wolne i
monotonne pukanie jak co rano. W te południe pukanie było o wiele
szybsze i krótsze. Patrząc z obojętnym wyrazem twarzy na otwierające się
drzwi, odłożył książkę na szafkę i położył dłonie na kolanach. Do jego
pokoju weszła pani Martell. Posiwiała, stara, zgredliwa kobieta
potrafiąca opowiadać godzinami o wojnie secesyjnej. Wojnie, w której
anglicy wygrali sami ze sobą. Za nią podążał wysoki mężczyzna z brodą
sięgającą do piersi. Wydawał się stary, ale nie tak stary jak pani
Martell. On był pełen energii i nie wydawało się, że choruje choćby na
migreny. Jego błękitne, mądre oczy błyszczały zza okularów połówek,
patrząc się na niego ciepło. Niecodzienie. Zdecydowanie mu nie zaufa,
gdy nie będzie miał do tego naprawdę poważnych powodów. Na początku
przestraszył się jego słów. Nie był wariatem i posłanie go do szkoły
specjalnej byłoby definitywną przesadą. Nauczyciel zaczął opowiadać o
tej szkole, że uczy się w niej magii. Cóż to było zdecydowanie
nieprawdopodobne. Wtedy szafa stanęła w płomieniach. To było niesamowite
i budziło nowe nadzieje. Jednak gdy ten nie znający go zupełnie
czarodziej nazwał go złodziejem, to duma jedynastolatka ucierpiała. Gdy
drzwi zatrzasnęły się za rąbkiem peleryny, chłopiec w duchu powiedział
sobie:
Poradzę sobie, Albusie Dumbledorze, o wiele lepiej niż ktokolwiek inny.
Jeszcze zapamiętasz moje imię na długo...
Brakuje kilku przeciwników. Godzinę, lepiej zapisywać słownie. Wtedy tekst jest bardziej przejrzysty, wygląda lepiej.
OdpowiedzUsuńDalej.
Zmieniasz osoby. Raz piszesz w trzeciej, raz w pierwszej. Jak już wybierasz jedną, to się jej trzymaj.
Całość prawdopodobna.
Pomijając fakt, że Tom nie miał przyjaciół. Mógł mieć każdego poza przyjaciółmi.
Zauważyłam kilka literówek i zjedzonych przecinków (szczególnie w zdaniach złożonych musisz pamiętać, aby oddzielić każde orzeczenie).
OdpowiedzUsuńCałość jest bardzo prawdopodobna. Tom jeszcze nie jest całkowicie przesiąknięty złem, ma marzenia zwykłego, osieroconego chłopca, by znaleźć swoją rodzinę (mimo że nie wyraża się pozytywnie o matce, to widać, że chciałby mieć kogokolwiek). Jednocześnie jednak widać, że ma pewne zaburzenia w sferze emocjonalnej (chociażby ta chęć decydowania, co jest dobre).
Co do komentarza Kamany i przyjaciół: mi się wydaje, że w tych krzakach młody Tom spotykał się raczej z tamtejszymi żmijami (nie mam pojęcia, jakie węże żyją na terenie Wielkiej Brytanii), a nie z kolegami z sierocińca.
http://nocturne.blog.pl/
Bardzo ładnie, zauważyłam tylko dwa błędy - Anglicy piszemy z dużej litery, a poza tym wojna secesyjna była między Ameryką Północną a Południową, m.in chodziło o niewolnictwo, któremu pierwsza się sprzeciwiała, a w drugiej nadal było legalne, o ile dobrze pamiętam.
OdpowiedzUsuńNominuję cię do LBA 2. Po więcej zapraszam do mnie http://colkalapy.blogspot.com/
Jednak to Ameryka walczyła z Ameryką nieprawdaż? Czyli według mnie jakby sama ze sobą. W jakiejś książce przeczytałam takie sformułowanie. Dlatego nie uznaje tego za błąd. Za tych Anglików dziękuje! Poprawie :)
UsuńNie bawię się w takie rzeczy.