Wiem. Przez dłużyszy czas mnie nie było i przepraszam. Miniaturka pisana na lekcjach z powodu nawału zajęć w postaci...szkoły.
Zachęcam do komentowania!
____________________________________________________
Remus Lupin zmęczony i skołowany
po wczorajszej pełni księżyca, szedł w kierunku Grimmauld Place 12. W nim
mieściła się główna siedziba Zakonu Feniksa i tam mieszkał jego...przyjaciel.
Po wojnie owszem bardzo cierpiał z powodu samotności. Teraz gdy nie widział się
z Łapą dwanaście lat, to nie było to samo.Oni nie byli tacy sami.
Wchodząc do ukrytego domu, do jego nozdrzy dotarł niezbyt
przyjemny zapach kurzu i stęchlizny. Minął stojak na parasole w kształcie
odciętej nogi trolla oraz portret Walburgi Black zasłonięty zielonymi zasłonami
zjedzonymi przez mole. Lunatyk porządnie wytrzepując połataną pelerynę,
powiesił ją na mahoniowym wieszaku, mieszczącym się niedaleko schodów. Leniwym
krokiem wszedł do kuchni w której siedziało całe towarzystwo. Jego wzrok od
razu padł na różowowłosą aurorkę rozprawiającą wesoło z Hestią Jones. Energia
dziewczyny dosłownie od niej biła i wyskakiwała uszami zarażając innych.
Zafascynowany jej perlistym śmiechem, ruszył
w stronę drugiego końca stołu, siadając obok Artura i Syriusza.Tamci
pochłonięci rozmową na temat różnicy pomiędzy mugolskim, a czarodziejskim
alkoholem wydawali się nie zauważać kobiety. Z westchnieniem jednak dołączył
się do rozmowy gdyż niestety miał na ten temat sporo do powiedzenia. Do dziś
Irytek męczy go rymowanką “Głupi Lupin. Znów się upił!”
Po
jakimś czasie do budynku wszedł sam Albus Dumbledore. Uśmiechnął się lekko ze
swoich okularów połówek do zebranych i zaczął mówić o swoich zamiarach.
Największą sensacją był bez wątpienia Turniej Trójmagiczny. Na dalszym planie
było poproszenie Moody’ego o zajęcie stanowiska nauczyciela opieki nad czarą
magią. Ostatniemu z męskiej linii rodu Blacków nie koniecznie przypadkiem
wymsknęło się, że cały zakon po kolei będzie tego uczyć. Oczywiście oprócz
dyrektora mającego wystarczającą dużo zajęć oraz jego samego, gdyż nierozsądnie
byłoby posadzić na tym stanowisku osobę poszukiwaną w całej Anglii. I Snape
gdyż podczas nauki o szyszymorach jakaś mogłaby się w nim zakochać. Tamten odegrał
się na tyle jadowicie, że o mało nie doszło do pojedynku.
Gdy
nadeszła godzina pierwsza w nocy całe towarzystwo zaczęło się wykruszać. Sam
nie miał zbytniej ochoty dalej wykłócać się z Alastorem o wychowywanie uczniów,
więc ruszył zaspany w stronę kominka. W ostatniej chwili jednak się
zreflektował i potruchtał po płaszcz. Pech lub szczęście za to chciało, że
dawna puchonka właśnie podążała w stronę salonu. Remus nie zauważywszy jej
wpadł na nią, a ona lekko się zachwiała. Odległość pomiędzy ciałami kobiety i
mężczyzny była mniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Zakłopotana Tonks już miała
coś powiedzieć, ale były profesor Obrony przed Czarna Magią już zaczął się gęsto
tłumaczyć przepraszając co chwilę.
– W formie zadość uczynienia
możesz mnie zaprosić na kawę-zadowolona, chytro się uśmiechnęła.
W myślach już
zastanawiała się czy Remus Lupin oprócz zachowywania się jak zaspany wilczek
wieczorem, zachowuje się jak wielki basior w łóżku.
