środa, 3 czerwca 2015

„Mniej warty niż dwa złote. Czyli jak łatwo się stoczyć.”


Dzisiejszy tekst nie jest o HP (nie deklarowałam się, że będę publikować tylko w fandomie). Pisany z nudów i potrzeby lekkiego urozmaicenia. Mam nadzieje, że wam się spodoba ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Zimny wiatr smagał twarz kędzierzawego blondyna, rozwiewając jego lekko przetłuszczone włosy. Mężczyzna zamaszystymi krokami kierował się w kierunku ciemnego zaułka, rozglądając się przy tym dyskretnie. Na plecach czuł dreszcze i nerwowo zaciskał pięści. W oczach zaś czaiło się głębokie pragnienie i swoistego rodzaju tęsknota. Chłopak ubrany był w jasne przecierany jeansy, czarną koszulkę polo oraz starą, lekko popękaną skórzaną kurtkę w której trzymał kopertę z pieniędzmi.

Gdy dotarł do celu, ze złością nikogo nie dostrzegł nie licząc jednakże wychudzonego szczura czmychającego po ścianie. Patrząc na zegarek wiedział, że jest punktualny i nie był pewny czy mężczyzna zjawi się tak jak tego oczekiwał. Jeśli nie to musiałby się pogodzić z całymi dniami straszliwych męczarni. Nie chcąc o tym myśleć czekoladowooki sprawnym ruchem wyjął z kieszeni swojego smartfona w celu sprawdzenia godziny. Przy okazji przeczytał zawiadomienie o zbliżającej się sesji z etyki zawodowej i sms współlokatora, który informował go, że dzisiejszej nocy nie będzie go w mieszkaniu. Już miał odpisać z pytaniem o jakiś powód, gdy nagle usłyszał szuranie podeszwami o chodnik.

Z cienia wyszedł wysoki mężczyzna, na oko metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. Zdecydowanie nie wyglądał na typ przyjaznego faceta, który codziennie popija herbatkę w klubie dla miłośników warcabów. Zza pazuchy wyciągnął woreczek strunowy wypełniony białym proszkiem i demonstracyjnie wysypał niewielką ilość na dłoń.

       Królowa śniegu towar pierwsza klasa. Tylko trzysta i należy do ciebie.– rzekł wyciągając drugą rękę po pieniądze.

       Tamtym razem kosztowała tylko sto pięćdziesiąt –stwierdził z pretensją blondyn

       Czasy się zmieniają, płać albo zmiataj i nie zawracaj mi głowy.– warknął patrząc na niego krzywo spod zmarszczonych groźnie brwi.

Niższy i zdecydowanie młodszy z mężczyzn wyjął z portfela pieniądze po czym włożył do koperty. Dał ją szybkim ruchem swojemu dillerowi  Po tym pożegnali się skinieniem głowy i ruszyli w przeciwną stronę. Student uniwersytetu Warszawskiego wsiadł do swojego srebrnego Audi. Jego uszy pieściły pierwsze akordy jednej z piosenek zespołu Pink Floyd i nie miał zamiaru w żaden sposób ich zagłuszać przejeżdżając przez najbardziej ruchliwą drogę stolicy. Gdy stał na czerwonym świetle, sięgnął do kieszeni napawając się dotykiem swojego kawałka nieba. Będąc już w mieszkaniu usiadł wygodnie na kanapie i wyciągając biały proszek przymknął delikatnie powieki. Wciągnął trochę do nosa, a świat po chwili zaczął się lekko kołować Czuł przez moment, że robi mu się gorąco, wyprostował się i po chwili dopadło go jego ulubione uczucie. Doskonałość.

*************************

Dwudziestolatek siedział w auli i udawał, że pilnie słucha wykładu na temat ekonomii bazgrając karykatury wykładowcy w notesie. Tak naprawdę myślał jedynie o tym, kiedy zobaczy się z Julią. Julia była jego dziewczyna od dwóch miesięcy i jako jedna z nie licznych znała go naprawdę dobrze. Jednak o jej blond włosach, zielonych oczach i zgrabnych pośladkach mógł tylko fantazjować. Wczoraj, gdy z impetem bez zapowiedzenia wpadła do jego mieszkania zrobiła mu gigantyczną awanturę powiadamiając go, że nie życzy sobie by wciągał to świństwo. Kamil z rozgoryczeniem słuchając jej bezczelnego i bezsensownego ultimatum pod tytułem „Albo ja albo prochy” zaśmiał jej się prosto w twarz. Powiedział, że póki się nie opamięta to ma mu dać spokój, bo to jest jego życie i ma prawo o nim decydować. Zresztą nie miał pojęcia, co ją w tamtej chwili napadło. Teraz jednak miał świadomość, że być może zareagował zbyt gwałtownie i po części tego żałował. Jedynym słusznym rozwiązaniem było przeproszenie dziewczyny. To jednak o czym nie wie nie powinno jej zaszkodzić prawda?

Z takimi wnioskami udał się do biblioteki w której co piątek mógł zastać blondynkę. Ta siedziała z nosem w książce i w ogóle nie zauważała świata wokół niej. Blondyn zwinnymi susami przedostał się obok półek z tomikami poezji, chwytając przypadkową książkę siadając obok dziewczyny. Powolnym ruchem nachylał się do niej coraz bliżej i bliżej aż swoim policzkiem dotknął jej ramienia. Dziewczyna momentalnie zaskoczona podskoczyła na krześle i szybko odsunęła się od intruza. Gdy rozpoznała kto ją niepokoił zmierzyła chłopaka wzrokiem bazyliszka zamachując się do spoliczkowania jego politury. Blondyn jednak w czas złapał jej dłoń i z średnio szczerym uśmiechem mruknął jej do ucha krótkie „przepraszam”.

       Jesteś naprawdę bezczelny! Myślisz, że powiesz przepraszam i ja o wszystkim od tak zapomnę? Kamil nie bądź śmieszny. Ja tu się o Ciebie martwię. Nie chcę byś skończył w kostnicy.

       Rozumiem. Obiecuje, że już z tym skończę, ale ty w zamian nie będziesz nawet próbowała mnie kontrolować. Deal?

       Deal –z entuzjazmem przytuliła chłopaka i szepcząc mu do ucha groźbę kastracji w wypadku zerwania przez niego umowy.



*************************

  
Pół roku później



Mężczyzna leżał na zimnej posadzce okładany kopniakami. Gdy jeden ze zbirów kopnął go w twarz z nosa trysnął pąsowy strumień krwi. Kamil nie potrafił się obronić. Mieli przewagę, a jedyne co mu pozostało to chronienie najsłabszych części brzucha oraz czekanie aż skończą. Przywódca gangsterów jedną ręką podniósł go za koszulkę i prawym sierpowym zadał cios wtedy krew z nosa zmieszała się z tą która sączyła się z wargi. Na koniec wstrzyknął mu jakiś specyfik do krwiobiegu i zaczął się oddalać. Blondyn widząc to zdążył złapać parę oddechów po czym stracił przytomność.

Następnego dnia obudziły go ostre promienie słońca, Bolało go dosłownie wszystko, a ubranie miał pobrudzone skrzepłą krwią Po kilku próbach udało mu się podnieść na nogi i udać się do stojącej niedaleko beczki z deszczówką. Odbicie w wodzie przedstawiało niegdyś przystojnego mężczyznę z za długimi włosami i kilku dniowym zarostem. Kilkoma ruchami przemył twarz z zaschłej czerwonej mazi i kuśtykając ruszył w stronę baru na swoim rozgrechotanym motocyklu.

Ze zrezygnowaniem udał się do obskurnego lokalu, siadając na okrągłym wysokim stołu przy barze zamówił szklankę whiskey, kolejną i jeszcze jedną... . Gdy już miał zamawiać następną szklankę zauważył jednego z tych gangsterów okładających go wczoraj wieczorem. Chwiejnym krokiem ruszył w jego stronę i wziąwszy krzesło przyłożył tamtemu po głowie.

W całym barze zaczęło panować niezwykłe poruszenie. Każdy z każdym zaczął się okładać, a skończyło się na tym, że Kamil został dosłownie wykopany zza drzwi na ulicę.

Nad nim stał piegowaty okularnik w ogrodniczkach i koszuli w kratę na oko wyglądający na piętnaście lat.

       Prze-prze-praszam czy mógłby się pan podnieść? –spytał nieśmiało, jąkając się i poprawiając swoje za duże czarne okulary. Po czym wyciągnął rękę pomagając blondynowi wstać.– Dzię-dzię-dziekuję leżał pan na moich dwóch złotych



W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, że w życiu podejmował niewłaściwe wybory.