Dzisiejszy tekst nie jest o HP (nie deklarowałam się, że będę publikować tylko w fandomie). Pisany z nudów i potrzeby lekkiego urozmaicenia. Mam nadzieje, że wam się spodoba ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zimny wiatr smagał twarz kędzierzawego blondyna, rozwiewając
jego lekko przetłuszczone włosy. Mężczyzna zamaszystymi
krokami kierował się w kierunku ciemnego zaułka, rozglądając się przy tym
dyskretnie. Na plecach czuł dreszcze i nerwowo zaciskał pięści. W oczach zaś
czaiło się głębokie pragnienie i swoistego rodzaju tęsknota. Chłopak ubrany był
w jasne przecierany jeansy, czarną koszulkę polo oraz starą, lekko popękaną
skórzaną kurtkę w której trzymał kopertę z pieniędzmi.
Gdy dotarł do celu, ze złością nikogo nie dostrzegł nie licząc
jednakże wychudzonego szczura czmychającego po ścianie. Patrząc na zegarek
wiedział, że jest punktualny i nie był pewny czy mężczyzna zjawi się tak jak
tego oczekiwał. Jeśli nie to musiałby się pogodzić z całymi dniami straszliwych
męczarni. Nie chcąc o tym myśleć czekoladowooki sprawnym ruchem wyjął z
kieszeni swojego smartfona w celu sprawdzenia godziny. Przy okazji przeczytał
zawiadomienie o zbliżającej się sesji z etyki zawodowej i sms współlokatora,
który informował go, że dzisiejszej nocy nie będzie go w mieszkaniu. Już miał odpisać z pytaniem o jakiś powód, gdy nagle
usłyszał szuranie podeszwami o chodnik.
Z cienia
wyszedł wysoki mężczyzna, na oko metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. Zdecydowanie
nie wyglądał na typ przyjaznego faceta, który codziennie popija herbatkę w
klubie dla miłośników warcabów. Zza pazuchy wyciągnął woreczek strunowy
wypełniony białym proszkiem i demonstracyjnie
wysypał niewielką ilość na dłoń.
–
Królowa śniegu towar pierwsza klasa. Tylko trzysta i należy
do ciebie.– rzekł wyciągając drugą rękę po pieniądze.
–
Tamtym razem kosztowała tylko sto pięćdziesiąt –stwierdził z
pretensją blondyn
–
Czasy się zmieniają, płać albo
zmiataj i nie zawracaj mi głowy.– warknął patrząc na niego krzywo
spod zmarszczonych groźnie brwi.
Niższy i zdecydowanie młodszy z mężczyzn wyjął z
portfela pieniądze po czym włożył do koperty. Dał ją szybkim ruchem swojemu
dillerowi Po tym pożegnali się
skinieniem głowy i ruszyli w przeciwną stronę. Student uniwersytetu
Warszawskiego wsiadł do swojego srebrnego Audi. Jego uszy pieściły pierwsze
akordy jednej z piosenek zespołu Pink Floyd i nie miał zamiaru w żaden sposób
ich zagłuszać przejeżdżając przez najbardziej ruchliwą drogę stolicy. Gdy stał na czerwonym świetle, sięgnął do kieszeni napawając
się dotykiem swojego kawałka nieba. Będąc już w mieszkaniu usiadł wygodnie na
kanapie i wyciągając biały proszek przymknął delikatnie powieki. Wciągnął
trochę do nosa, a świat po chwili zaczął się lekko kołować Czuł przez moment, że robi mu się gorąco,
wyprostował się i po chwili dopadło go jego ulubione uczucie. Doskonałość.
*************************
Dwudziestolatek siedział w auli i
udawał, że pilnie słucha wykładu na temat ekonomii bazgrając karykatury
wykładowcy w notesie. Tak naprawdę myślał jedynie o tym, kiedy zobaczy się z
Julią. Julia była jego dziewczyna od dwóch miesięcy i jako jedna z nie licznych
znała go naprawdę dobrze. Jednak o jej blond włosach, zielonych oczach i
zgrabnych pośladkach mógł tylko fantazjować. Wczoraj, gdy z impetem bez
zapowiedzenia wpadła do jego mieszkania zrobiła mu gigantyczną awanturę
powiadamiając go, że nie życzy sobie by wciągał to świństwo. Kamil z
rozgoryczeniem słuchając jej bezczelnego i bezsensownego ultimatum pod tytułem
„Albo ja albo prochy” zaśmiał jej się prosto w twarz. Powiedział, że póki się
nie opamięta to ma mu dać spokój, bo to jest jego życie i ma prawo o nim
decydować. Zresztą nie miał pojęcia, co ją w tamtej chwili napadło. Teraz
jednak miał świadomość, że być może zareagował zbyt gwałtownie i po części tego
żałował. Jedynym słusznym rozwiązaniem było przeproszenie dziewczyny. To jednak
o czym nie wie nie powinno jej zaszkodzić prawda?
Z takimi wnioskami udał się do
biblioteki w której co piątek mógł zastać blondynkę. Ta siedziała z nosem w
książce i w ogóle nie zauważała świata wokół niej. Blondyn zwinnymi susami
przedostał się obok półek z tomikami poezji, chwytając przypadkową książkę
siadając obok dziewczyny. Powolnym ruchem nachylał się do niej coraz bliżej i
bliżej aż swoim policzkiem dotknął jej ramienia. Dziewczyna momentalnie
zaskoczona podskoczyła na krześle i szybko odsunęła się od intruza. Gdy
rozpoznała kto ją niepokoił zmierzyła chłopaka wzrokiem bazyliszka zamachując
się do spoliczkowania jego politury. Blondyn jednak w czas złapał jej dłoń i z
średnio szczerym uśmiechem mruknął jej do ucha krótkie „przepraszam”.
–
Jesteś naprawdę bezczelny! Myślisz, że powiesz
przepraszam i ja o wszystkim od tak zapomnę? Kamil nie bądź śmieszny. Ja tu się
o Ciebie martwię. Nie chcę byś skończył w kostnicy.
–
Rozumiem. Obiecuje, że już z tym skończę, ale ty w zamian
nie będziesz nawet próbowała mnie kontrolować. Deal?
–
Deal –z entuzjazmem przytuliła chłopaka i szepcząc mu do
ucha groźbę kastracji w wypadku zerwania przez niego umowy.
*************************
Pół roku później
Mężczyzna
leżał na zimnej posadzce okładany kopniakami. Gdy jeden ze zbirów kopnął go w
twarz z nosa trysnął pąsowy strumień krwi. Kamil nie potrafił się obronić.
Mieli przewagę, a jedyne co mu pozostało to chronienie najsłabszych części
brzucha oraz czekanie aż skończą. Przywódca gangsterów jedną ręką podniósł go
za koszulkę i prawym sierpowym zadał cios wtedy krew z nosa zmieszała się z tą
która sączyła się z wargi. Na koniec wstrzyknął mu jakiś specyfik do krwiobiegu
i zaczął się oddalać. Blondyn widząc to zdążył złapać parę oddechów po czym
stracił przytomność.
Następnego
dnia obudziły go ostre promienie słońca, Bolało go dosłownie wszystko, a
ubranie miał pobrudzone skrzepłą krwią Po kilku próbach udało mu się podnieść
na nogi i udać się do stojącej niedaleko beczki z deszczówką. Odbicie w wodzie
przedstawiało niegdyś przystojnego mężczyznę z za długimi włosami i kilku
dniowym zarostem. Kilkoma ruchami przemył twarz z zaschłej czerwonej mazi i
kuśtykając ruszył w stronę baru na swoim rozgrechotanym motocyklu.
Ze
zrezygnowaniem udał się do obskurnego lokalu, siadając na okrągłym wysokim
stołu przy barze zamówił szklankę whiskey, kolejną i jeszcze jedną... . Gdy już
miał zamawiać następną szklankę zauważył jednego z tych gangsterów okładających
go wczoraj wieczorem. Chwiejnym krokiem ruszył w jego stronę i wziąwszy krzesło
przyłożył tamtemu po głowie.
W całym
barze zaczęło panować niezwykłe poruszenie. Każdy z każdym zaczął się okładać,
a skończyło się na tym, że Kamil został dosłownie wykopany zza drzwi na ulicę.
Nad nim
stał piegowaty okularnik w ogrodniczkach i koszuli w kratę na oko wyglądający
na piętnaście lat.
–
Prze-prze-praszam czy mógłby się pan podnieść? –spytał nieśmiało,
jąkając się i poprawiając swoje za duże czarne okulary. Po czym wyciągnął rękę
pomagając blondynowi wstać.– Dzię-dzię-dziekuję leżał pan na moich dwóch
złotych
W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, że w
życiu podejmował niewłaściwe wybory.
